!!!Rozdziały będą dodawane co tydzień w poniedziałek lub wtorek!!!
Rozdział 1 - "Niebezpieczeństwo się narodziło"
*Oczami Katherine*
Było popołudnie,
około godziny 15:00. Wracałam ze szkoły. Musiałam dzisiaj zostać troszkę
dłużej, iż przygotowywałam do corocznych zawodów siatkarskich. Nie chwaląc się
w sporcie tym szło mi bardzo dobrze. Dzisiaj na szczęście był piątek, a to
oznaczało, że jutro już weekend! Miałam dość dużo czasu, a mała kawa nie
zaszkodzi. Parę budynków później weszłam do Starbucks’a. Złapałam portfel i
weszłam do środka. O dziwo było mało osób. I dobrze, nie musiałam czekać w
kolejce. Stała tam tylko jedna osoba. Okazała się nią być moja przyjaciółka
Amanda. Szturchnęłam ją palcem w ramię, a ona natychmiast się odwróciła. Na jej
twarzy zagościł szeroki uśmiech.
- O Katherine! Hej! –
krzyknęła szczęśliwa.
- No witaj kochana! –
powiedziałam obejmując przy tym.
- Jak tam
przygotowania do siatki? – zapytała.
- Nie jest najgorzej…
Mam do ciebie prośbę.
- Jaką?
- Czy mogłabyś zagrać
w mojej drużynie? Brakuje nam jednego zawodnika – zapytałam i czekałam na
pozytywną odpowiedź.
- Emm… no nie wiem.
Jeśli chodzi o siatkę to nie idzie mi najlepiej. Ledwo co mogę przebić piłkę na
drugą połowę – powiedziała drapiąc się w tył głowy.
- Oj nie martw się.
Podszkolę cię we wtorek i będziesz grała jak zawodowiec! – powiedziałam
zachęcając przy tym Amandę.
- Ale… Ech okej.
Niech ci będzie. Robię to tylko dla ciebie, bo cię kocham – po wypowiedzeniu
tych słów obydwie wybuchłyśmy śmiechem.
- Haha, to się
cieszę. – powiedziałam i wzięłam swoją lattę płacąc przy tym.
- Dobra, lecę. Umówiłam
się dzisiaj z Josh’em.
- Spoko, rozumiem.
Paa – pożegnałyśmy się i wyszłyśmy z kawiarni.
Każda z nas poszła w
przeciwne strony. Do mojego domu było z 5 minut drogi, więc nie tracąc czasu
skierowałam się do domu. Z małym uśmiechem na twarzy wciąż szłam przed siebie,
ale coś zakłóciło moje truchtanie. Zatrzymałam się w miejscu i usłyszałam, że
jakaś osoba stoi zaraz za mną. Gwałtownie się odwróciłam, lecz tam nikogo nie
było. Na ulicy ani jednego żywego ducha. Byłam tylko ja i moje rozmyślenia.
Westchnęłam lekko i wznowiłam mój spacer wprost do domu. Ciągle słyszałam za
sobą czyjeś kroki. Były one ciężkie. Przyspieszyłam, a osoba za mną zrobiła to
samo. Moje serce przyspieszyło, a strach opętał moją osobę. Szukałam oczami
ucieczki, a w końcu zauważyłam drogę ze skrótami prowadzącą wprost na moją
ulicę. Parę metrów później skręciłam na nią i szukałam miejsca, gdzie mogłabym
się na moment schować. Mroczna uliczka wydawała się być bardzo niebezpieczna,
ale nie miałam innego wyjścia. Moje oczy zwariowały! Nie mogły znaleźć dobrego
miejsca na schronienie. Musiałam się poddać. Cicho westchnęłam i powoli odwracałam
swoją osobę do prześladowcy. Postać stała parę metrów ode mnie i ani drgnęła.
- Czego chcesz ode
mnie?! – krzyknęłam z nutką strachu.
Nikt się nie odezwał. Przetarłam oczy, a osoba zaczęła iść w
moją stronę. Serce nie przestawało bić. Mogę nawet powiedzieć, że na chwilę
stanęło. Dosłownie! Moje dłonie się pociły i czułam, jak temperatura wzrasta.
- Proszę, zostaw mnie
– powiedziałam spokojniej.
Dzielił nas ledwie 1 metr. Postać, a raczej chłopak był
ubrany na czarno. Jego burza loków była odchylona do tyłu, a piercing na twarzy
odbijał się od światła. Mogłam też zauważyć, że jego ręce były pokryte
tatuażami. Kompletnie! Chłopak przybliżył się do mnie.
- Taka drobna i
delikatna dziewczyna jak ty, nie powinna chodzić takimi ulicami – powiedział, a
nasze twarze dzieliły centymetry.
- N-nie miałam
wyjścia. To tylko i wyłącznie przez ci-ciebie – wyszeptałam łamiącym głosem.
- Dobra, nie ważne…
Jak masz na imię – zapytał.
- Nie, nie powiem ci –
od razu pożałowałam tych słów. Chłopak złapał mnie za nadgarstki i przycisną do
zimnej ściany. Na jego twarzy malowała się złość. Moje serce nie przestawało
mocno bić.
- Słuchaj zdziro!
Masz mi powiedzieć! Takim jak mnie nie odmawia się, zrozumiano! – wykrzyczał do
mnie przez zaciśnięte zęby. Widać było, że chciałam mnie skrzywdzić, przelecieć
i zostawić. Nie lubiłam takich. Poczułam, że do moich oczu napływają łzy, a ciśnienie
skaka.
- J-Jestem Katherine –
powiedziałam łamiąc ostatnie słowo.
- Mmm… piękne imię,
Darling* - wypowiedział mrucząc do ucha.
Czułam jego oddech na mojej szyi. Moje ciało przeszyły nieprzyjemne
dreszcze. Przejechał palcem po mojej szyi i ucałował jej skrawek przygryzając
skórę. Odpłynęłam. Moja szyja była jednym ze słabych punktów.
- N-Nie! P-Proszę! –
wyjąkałam. Nie posłuchał mnie, robił swoje.
Moja szyja była cała w mokrych pocałunkach. W jednym miejscu zostawił mi soczystą
malinkę. Jęknęłam. Ten tylko się uśmiechną i wrócił do gryzienia skóry. Ślad
zostanie na bardzo długo. Moje oczy powoli się otwierały gdy poczułam, że
przestał. Lekko rozluźnił moje nadgarstki i wyszeptał do ucha.
- Teraz jesteś moja
Darling. Będę cię chronił i nie pozwolę, aby kto kol wiek cię dotkną…
C.D.N.
_________________________________________________________________
*Darling* - słowo bliskie znaczeniu kochanie.
Przeczytałaś/eś? - Zostaw komemtarz ;** /Greg
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz